To jest bank z charakterem!

Rozmowa z Anastazją Truszkowską, prezesem Zarządu Banku Spółdzielczego w Białymstoku.

 

Centrum Białegostoku. Siedziba Banku Spółdzielczego i tuż obok trzech silnych komercyjnych banków. Czuć presję konkurentów?

Anastazja Truszkowska: – Nie mamy kompleksów. Jesteśmy najstarszym bankiem w mieście, działamy od 1945 roku. Przez te lata w Białymstoku pojawiało się wiele konkurencyjnych placówek, jedne przetrwały próbę czasu, inne nie… Mam przyjemność kierować jednym z największych banków spółdzielczych w Polsce, z sumą bilansową sięgającą 750 milionów złotych, z piętnastoma oddziałami i filiami, z dodatnim wynikiem finansowym i trwałymi podstawami ekonomiczno-organizacyjnymi. To jest bank, który ma silne zaplecze w lokalnej społeczności i wieloletnie związki z klientami – rozwijaliśmy się wspólnie z regionem i jego mieszkańcami.

Operujecie głównie w Białymstoku?

– Tak było kiedyś. W latach dziewięćdziesiątych przyłączyło się do nas sześć okolicznych banków spółdzielczych, co pozwoliło zdywersyfikować działalność i znacząco poszerzyło portfel usług oraz grupę klientów, z którymi współpracujemy. To połączenie było bardzo silnym impulsem rozwojowym, powiększyło nasz potencjał i możliwości działania. A działamy na Podlasiu, nasze placówki sprzedażowe zlokalizowane są w stolicy województwa i siedmiu gminach. Trzymamy się branż, które są motorem napędowym tego regionu. Można powiedzieć, że odnaleźliśmy swoją niszę rynkową i mimo silnej konkurencji, mamy stałych klientów i potrafimy dość skutecznie walczyć o nowych.

Tą niszą jest rolnictwo?

– Przedsiębiorczość i rolnictwo wraz z całym przemysłem rolno-spożywczym. Podlasie to prawdziwe zagłębie mleczarskie, to stąd wywodzą się najsłynniejsze firmy z tego sektora, jak choćby Mlekpol czy Mlekovita. Nasz bank obsługuje wiele nowoczesnych gospodarstw rolnych, które są znaczącymi producentami mleka. Współfinansujemy też szereg inwestycji w przetwórstwie, w transporcie, handlu, budownictwie, wspomagając naszych przedsiębiorców w działaniach służących zwiększeniu produkcji i sprostaniu wymaganiom rynku.

Czy to jest rynek stabilny? Sądząc po wyhamowaniu tempa inwestycji w rolnictwie można by sądzić, że partnerzy dostają lekkiej inwestycyjnej zadyszki…

– Owszem, pewien spadek zainteresowania inwestycjami daje się zauważyć, co zawsze ma przełożenie na dynamikę przyrostu portfela kredytów dla rolników indywidualnych, ale myślę, że mamy do czynienia ze zjawiskiem koniunkturalnym. Rolnicy w minionych latach naprawdę sporo inwestowali, pojawiło się wiele ciekawych gospodarstw, zmienia się też sama struktura rolnictwa. To już dzisiaj mocno wyspecjalizowane przedsiębiorstwa z planami biznesu rozpisanymi na kilka lat, inwestujące roztropnie, wykorzystujące fundusze unijne, innowacyjne technologie. Równolegle z rolnictwem rozwijają się przecież inne branże: bardzo wielu naszych klientów sięga po środki z Unii Europejskiej, korzystają z dobrej koniunktury w całej gospodarce…

Siłą napędową są także unijne inwestycje na Ścianie Wschodniej.

– Dokładnie tak, skutki działania funduszy unijnych widoczne są niemal na każdym kroku. Tu działa system naczyń połączonych. Białystok i region zmieniają się teraz z niezwykłą dynamiką, prowadzonych jest wiele inwestycji infrastrukturalnych, drogowych, technologicznych. Bardzo intensywnie rozwijają się lokalni deweloperzy, coraz skuteczniej działają małe firmy. Zawsze w takich sytuacjach pojawia się zwiększone zapotrzebowanie na kapitał, na usługi i produkty, które stymulują rozwój przedsiębiorstw. W ostatnich dwóch-trzech latach to praca szuka przedsiębiorców, a nie odwrotnie. Bank Spółdzielczy, rozumiejący swoją środowiskową rolę, potrafi wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom: lokalnym firmom i rolnikom udzieliliśmy już kredytów na ponad 430 milionów złotych, angażując się bardzo mocno w rozwój naszego regionu.

Na Podlasiu jesteście jednym z dwóch banków z grupy SGB. Pozostałe banki spółdzielcze należą do zrzeszenia BPS. Czy można powiedzieć, że staliście się dla siebie konkurencją?

– Wszystkie banki spółdzielcze na Podlasiu wypełniają misję sektora bankowości spółdzielczej. To jest zespół wartości, która nas łączą. Nie stawiamy maksymalizacji zysku na pierwszym miejscu, każdy z banków służy lokalnej społeczności, wspomaga ją. Konkurencja oznaczałaby zmianę priorytetów, agresywne pozyskiwanie klientów kosztem innych banków naszego sektora. Banki komercyjne mogą iść taką ścieżką, my jednak zachowujemy się wobec siebie z dużą atencją i jeśli mówimy o jakichś formach konkurowania, to raczej w ujęciu sportowej rywalizacji. Tak, każdy z nas chce być najlepszy, wyróżniać się, zbierać jak najwięcej dobrych opinii. Pod tym względem mogę powiedzieć, że sportowa rywalizacja banków kwitnie. Przy tej okazji warto podzielić się pewnym spostrzeżeniem – o ile wcześniej odczuwaliśmy spory nacisk konkurencyjny ze strony banków komercyjnych, o tyle w ostatnim czasie to właśnie banki spółdzielcze mocno zyskały w oczach przedsiębiorców. Nasze atuty zdobywają uznanie rynku.

Na które z nich zwracają uwagę Wasi klienci?

– Wyróżnia nas biznesowa elastyczność. Oczywiście, musimy minimalizować stopień ryzyka, wychodzić z ofertą do tych branż, w których czujemy się kompetentni i w których umiemy to ryzyko oszacować i wycenić. Ale klienci mogą liczyć na nasze zrozumienie ich wewnętrznych ograniczeń, na szybką ścieżkę decyzyjną, na indywidualne podejście. Jesteśmy partnerami, rozwijamy się razem. Naszą siłą są relacje. Nie bez powodu wielu z naszych klientów to już kolejne pokolenia przedsiębiorców – rachunki zakładał u nas dziadek, kredyty na inwestycje brał ojciec, syn otwiera u nas lokatę i w banku spółdzielczym szuka nowoczesnych instrumentów wsparcia finansowego.

Tak się buduje partnerską lojalność. Rozmawiamy, spotykamy się, określamy jakie są szanse finansowania inwestycyjnych pomysłów, jakie kryje się ryzyko. Jeśli firma uzyskuje w banku dobre warunki współpracy – nie odbiegające od oferty banków komercyjnych – to zostaje z nami na długo. W ten sposób tworzy się bankowość relacyjną, którą klienci mocno doceniają. Często sobie żartuję, że mamy tak grube segregatory z informacjami o naszych klientach, że jeśli chcą oni wziąć szybki kredyt, to wielu z nich nie musimy na nowo prześwietlać. Jesteśmy w stanie szybko, doraźnie ich wspomóc.

Wspomniała Pani o rywalizacji ofert. Ma Pani na myśli takie propozycje, jak Unikonto Młodzieżowe?

– Zdecydowanie tak. To najlepsze konto dla osób w wieku 13-25 lat. Podstawowy rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy powiązany z aplikacją Portfel SGB, kartą debetową, bankowością elektroniczną i SMS-bankingiem, a wszystko „za 0 złotych”. Młodym to się podoba, otworzyliśmy wiele takich rachunków. Inna sprawa, że aby pozyskać i utrzymać ludzi młodych, powinniśmy otworzyć się na tę grupę dużo mocniej, intensywniej.

Właśnie wystartowały aplikacje BLIK i Google Pay, przed nami Apple Pay i Garmin Pay…

– I to jest odpowiednia droga! BLIK w naszym banku jest w fazie testów, zakładam, że do końca sierpnia będziemy mogli zaoferować tę usługę. Sama chętnie korzystam z bankowości elektronicznej, robię zakupy w sklepach internetowych i wiem, jakie to ułatwienie. Z radością więc przyjmujemy nowinki w postaci aplikacji mobilnych, bo one są idealnie dopasowane do potrzeb. Tego typu działania banków spółdzielczych trzeba promować za wszelką cenę.

Czekam z niecierpliwością na kampanię reklamową mobilnego przyśpieszenia w obu zrzeszeniach bankowości spółdzielczej, mam nadzieję wykorzystać ją także do działań promocyjnych naszego banku – im więcej Polaków wie o bankach spółdzielczych, tym lepiej. Nie ma co ukrywać, że bankowość komercyjna jest w tej sferze daleko przed nami, inwestując ogromne pieniądze w bardzo agresywny marketing. Nie musimy iść tą ścieżką, mamy nieco inne cele, ale każda forma promocji naszych usług jest cenna. Mam na myśli możliwość wykorzystania potencjału Internetu i mediów społecznościowych – wszystko po to, by dotrzeć do odbiorcy z przekazem, że są banki spółdzielcze, że mają polski kapitał, że swoimi ofertami w niczym nie ustępują bankom komercyjnym.

W jakich przestrzeniach rynku dostrzega Pani szanse bankowości spółdzielczej?

– Proszę przyjrzeć się dynamice rozwoju polskiej przedsiębiorczości. Powstaje wiele nowych firm, Polaków cechuje pomysłowość, aktywność, umiejętność dostosowania się do wymagań gospodarki rynkowej. Młodzi ludzie szukają nowinek technologicznych, próbują coś tworzyć, rozkręcają własne biznesy i często osiągają spore powodzenie. Tu tkwi szansa. Jesteśmy mocni we współpracy z małymi i średnimi przedsiębiorstwami na Podlasiu, którzy stanowią 70 procent klientów banku. 17 procent to rolnicy, pozostała grupa to osoby fizyczne, samorządy, organizacje pozarządowe. Dynamika wzrostu kredytów w obszarze MŚP jest znacząca i według prognoz będzie jeszcze przyrastać. Nasz bank przyjął opcję specjalizacji w kilku sektorach gospodarki – rolnictwie, przetwórstwie, budownictwie, w tym mieszczą się przedsięwzięcia deweloperskie, handlu detalicznym i hurtowym oraz w transporcie. Te dziedziny dobrze się na Podlasiu rozwijają i mają w nas sprawdzonego partnera.

Jako bank prowadzimy politykę zrównoważonego, umiarkowanego rozwoju. Wysokość kapitałów własnych pozwala nam na udzielenie jednemu podmiotowi kredytu do wysokości 16 milionów złotych, co z perspektywy przedsiębiorców jest kwotą znaczącą. Przy większych operacjach możemy wspierać się potencjałem naszego zrzeszenia.

Banki spółdzielcze w przeszłości narzekały na czas i sposoby formowania konsorcjum z bankiem zrzeszającym, na skalę ryzyka, dopasowanie struktury konsorcjalnej do realnych potrzeb klientów. Dostrzega Pani jakieś zmiany w tej dziedzinie?

– Mam nadzieję, że jesteśmy już po okresie budowania optymalnej struktury banku zrzeszającego i że udało nam się wypracować możliwie najlepsze zasady współpracy. Widać starania obecnego zarządu, doceniam to, że traktujemy się wzajemnie po partnersku i że myślimy nie tylko o gigantycznych transakcjach. Czasami warto zejść na ziemię, nie myśleć o wielkich kwotach i wielkich partnerach, a nauczyć się jeść małą łyżką… Banki rzeczywiście narzekały, że procedura budowania konsorcjów trwa zbyt długo, że idziemy za bardzo w stronę megalomanii, chcąc od razu równać się z dużymi, komercyjnymi instytucjami. Dobrze, że zaczęliśmy wdrażać politykę racjonalizmu, konsekwencji i cierpliwości. Według mnie lepiej jest rozwijać się stabilnie, spokojnie, nie narażając własnej firmy na kłopoty.

Bank Spółdzielczy w Białymstoku otrzymał niedawno statuetkę „Orły Michałowa” – nagrodę przyznawaną przez burmistrza tego miasta. Można powiedzieć, że to nic takiego, ale przecież z perspektywy lokalnego banku są to wyróżnienia najważniejsze.

– Pełna racja. Żyjemy i działamy na tym samym terenie. Sukcesy wielu gmin są też naszymi sukcesami. Takie wyróżnienia są wyjątkowo cenne właśnie dlatego, że pochodzą od lokalnych społeczności. Ktoś widzi nasze starania, dostrzega sens istnienia banku spółdzielczego, jego jakość.

Wspomniałem o tym wyróżnieniu, chcąc poznać opinię Pani Prezes na temat obsługi finansowej samorządów. Czy to ciągle jest dobry biznes – czy już raczej tylko prestiż?

– Gminy mocno zaostrzają warunki współpracy, również one muszą szukać oszczędności. To normalne. My przyjęliśmy zasadę, że warto łączyć prestiż z biznesem. Staramy się nie schodzić poniżej pewnego poziomu rentowności, oferujemy naprawdę niskie stawki za obsługę i jeśli samorządowi one odpowiadają, działamy wspólnie. Jeśli gmina uznaje, że nie może im sprostać – albo szukamy kompromisu, albo zamykamy negocjacje. Fakt jest jednak faktem, obsługa samorządów to dla banków nie jest interes z gatunku topowych, daje wiele satysfakcji, środowiskowy prestiż i poczucie, że pozostajemy częścią lokalnej wspólnoty. Ale tak jak wszyscy, nie chcemy i nie możemy do tego interesu dopłacać.

Na koniec pytanie natury osobistej. Kieruje Pani bankiem, dużym zespołem ludzi, na trudnym konkurencyjnym rynku. Czy kobiecie jest łatwiej – czy trudniej sprostać temu wyzwaniu?

– Na pewno fachowość, kompetencje i zdolności menedżerskie wymagane są w jednakowym poziomie od kobiet i personelu Wbrew powszechnemu mniemaniu, w bankach spółdzielczych na stanowiskach kierowniczych pracuje całkiem spora liczba kobiet. Dajemy sobie radę. Ludzie, pracownicy, to najważniejszy czynnik decydujący o sukcesie banku. Myślę, że wielkie znaczenie w naszej pracy mają możliwości zdolności interpersonalnych. Budowanie zaufania klientów do jest wielka sztuka, czasami w naszej pracy bywa tak, że klient widzi w komercyjnym banku usług oferowanych, ale pozostaje u nas – właśnie z uwag na jakość codziennych kontaktów. Sukces to składowa infrastruktura, odpowiednio dobranej załogi, charakteru, kompetencji i kwalifikacji zarządczych.

Czy możesz wybrać, że Bank Spółdzielczy w Białymstoku to bank z charakterem?

– Oczywiście! Bo do JEST bank z charakterem.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Roman Szewczyk

Rozmowa ukazała się w magazynie “Bank Spółdzielczy”

Podziel się:
Brak komentarzy

Zostaw komentarz