INACZEJ NIŻ W KAŻDYM BANKU

Rozmowa z Mieczysławem Olearką, Prezesem Zarządu Express Banku Spółdzielczego w Rzeszowie.

Gdy rozmawialiśmy przed kilkoma laty mówił pan, że w Rzeszowie jest najwięcej placówek bankowych w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Czy z perspektywy lat można mówić o zmianie trendu?

Zacznijmy od tego, że przez te lata Rzeszów zmienił się nie do poznania. Dzięki autostradzie i obwodnicy wyprowadzono z miasta ruch tranzytowy, powstały nowe osiedla, do struktury miejskiej włączono kilka sąsiednich miejscowości. To jest miasto zupełnie inne niż dekadę – dwie temu. Mocno rozwinięta, nowoczesna aglomeracja. I w ślad za jej rozwojem podąża bankowość, we wszystkich jej aspektach. Jedenaście okolicznych banków spółdzielczych miało w Rzeszowie aż 28 placówek. O bankowości komercyjnej nie wspomnę. Teraz to wszystko się zmienia, tylko nasz bank zlikwidował w ostatnim czasie dwie placówki.

Przyczyną jest bankowość internetowa?

Wie pan, kiedyś liczba placówek dawała twarde przełożenie na skalę prowadzonego biznesu. Dzisiaj już nie. Rynek jest mocno podzielony, a konkurencja bardzo silna. Zmieniły się przyzwyczajenia. Dawniej klient przychodził do banku, wypełniał na papierze polecenie przelewu, przywitał się z panią z obsługi i wychodził. Teraz ponad 84 % dyspozycji to zlecenia internetowe. Spada przez to znaczenie placówek w bezpośredniej obsłudze klientów. Klient nie będzie przecież jechał do swojego banku, by poznać szczegóły oferty – znajdzie je w Internecie. Jaki jest efekt? Banki zamykają punkty obsługi klientów, tną koszty, przenoszą swoją aktywność do świata wirtualnego.

Zmienił się cały model bankowości?

Jeszcze nie do końca, ale zmiany postępują. Ciągle mamy wielu klientów, którzy z przyzwyczajenia po prostu lubią odwiedzić swój bank. Potrzebują kontaktu z żywym człowiekiem. Dzięki rozmowie lepiej rozumieją szczegóły ofert, mogą dopytać, a bank może te oferty lepiej personalizować. To oczywiste, że zmierzamy w stronę bankowości internetowej, mobilnej, ale nie zapominajmy jak wielka grupa naszych klientów to osoby w wieku 40+. A przecież są jeszcze ich rodziny, sąsiedzi, znajomi – to ciągle jest duży rynek. Nie każdy klient jest już w pełni przekonany do banku w smartfonie. Ja wiem, że przyszłość należy do nowych technologii, ale byłoby bardzo źle, gdybyśmy zapomnieli o ludziach, którzy przyjmują nowinki technologiczne z ostrożnością lub dopiero uczą się ich stosowania.

Potrzeba lat?

Postęp jest bardzo szybki, więc i świadomość technologiczna będzie się rozwijała błyskawicznie. Ale myślę, że potrzeba przede wszystkim konsekwentnej, dobrze przemyślanej komunikacji. Powtarzalności kampanii informacyjnych, udostępniania wiedzy, oswajania naszych klientów z nową rzeczywistością. Jedna kampania „Mamy tu wszystko” w telewizji i Internecie za mało.

Nie dostrzega pan rezultatów promocji płatności mobilnych w bankach spółdzielczych?

Powiem szczerze: sukcesu jeszcze nie ma. Ale nie łudźmy się, do pojawienia się pierwszych efektów kampanii reklamowej w naszej branży potrzebny jest czas. Potrzebne są nowe, interesujące dla rynku produkty. Sama mobilność usług bankowych, która przecież nie jest osobistym odkryciem banków spółdzielczych, to za mało. Stawiałbym więc raczej na cykliczność kampanii, na promowanie wspólnych produktów i usług, na przyciąganie nowych klientów ofertą. I stawiałbym na cierpliwość: to jest tak jak z depozytami, które w banku zaczynają zarabiać dopiero po kilku miesiącach od ich złożenia. Musimy być konsekwentni, cierpliwi i otwarci na klientów.

Kim jest klient Express Banku Spółdzielczego? Na kogo jesteście nastawieni?

(uśmiech) Na każdego. To nie jest dobry moment na takie precyzyjne targetowanie, dziś trzeba się bić dosłownie o każdego klienta na rynku. W naszym przypadku dominują osoby fizyczne, małe i średnie podmioty gospodarcze, w mniejszym stopniu rolnicy. Naszymi partnerami są także duże lokalne firmy, choć tu konkurencja jest bardzo duża. Powiedziałbym: gigantyczna.

A młodzi klienci? Rzeszów to studenckie zagłębie…

Około 60 tysięcy studentów, bardzo dużo. Niestety, spóźniliśmy się w relacjach z nimi, banki komercyjne ze swoim rozwojem technologicznym przejęły ten segment rynku. Proszę pamiętać, że na rzeszowskim rynku usług finansowych działa około 120 placówek bankowych i okołobankowych. Tu wszyscy chcą znaleźć miejsce dla siebie. A my? Przez lata przeciągaliśmy wdrażanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych, nie mogliśmy podjąć zrzeszeniowych decyzji czy idziemy w prawo, czy w lewo… Efekt widać: świat nas wyprzedził. W segmencie młodych klientów nie ma dziś mody na bank spółdzielczy.


Express Bank Spółdzielczy reklamuje się hasłem „Inaczej niż w każdym banku”. Co to oznacza w praktyce?

Po pierwsze bezpośredni kontakt. Klient styka się z żywym człowiekiem, a nie algorytmami, które oceniają jego zdolność finansową. U nas jest możliwość rozmowy, rozsądnych negocjacji. Nikt nie powita klienta wklepaniem jego danych do komputera i szybkim wyrokiem – nie ma pan szans na kredyt. Podam panu przykład. Przedsiębiorca trafia do nas po wizytach w trzech innych, sieciowych bankach. Ma stamtąd trzy oferty kredytowe. Trafia do banków komercyjnych, rozmawia ze specjalistami, którzy po jakimś czasie wysyłają mu decyzje kredytowe podjęte przez analityków z Warszawy. Negatywne. Nikt nie bawi się w niuanse, jeśli nie mieścisz się w parametrach systemu – odpadasz. I z takim bagażem doświadczeń przedsiębiorca trafia do naszego banku. Rozmawiamy, poznajemy niuanse jego sytuacji finansowej, pomysł na biznes, zagrożenia i szanse. Klient nawet nie wie, jak dobre jest jego zabezpieczenie, choć zostało zakwestionowane przez banki komercyjne. Efekt? Podpisana umowa kredytowa i wieloletni rozwój. Jego biznes świetnie się kręci, choć żaden z konkurencyjnych banków nie chciał go obdarzyć zaufaniem.

To właśnie jest rozwinięta w praktyce myśl „Inaczej niż w każdym banku”. Dostrzegamy to, co potrafią pominąć inne banki.

Czy to prawda, że do kolejek klientów stojących przed placówkami Podkarpackiego Banku Spółdzielczego tuż po ogłoszeniu jego przymusowej restrukturyzacji, podchodzili przedstawiciele banków komercyjnych, oferując swoje usługi?

Nie było mnie przy tym, ale wiem, że takie przypadki miały miejsce. To jest brutalna walka o rynek.

A jak pan ocenia wydarzenia związane z Podkarpackim Bankiem Spółdzielczym?

Krytycznie. Spójrzmy na sam proces przymusowej restrukturyzacji. Jeśli mielibyśmy do czynienia z upadłością banku, to sprawa jest jasna – decyzją sądu tracą klienci/kontrahenci/członkowie itd.
W przypadku PBS sytuacja jest inna – bank nie upadł, został przejęty przez inny bank, ale i tak nastąpił – bez kontroli sądowej – przepadek własności nie tylko właścicieli, ale też klientów, a w tym: samorządów itd. Taki model restrukturyzacji jest szkodliwy i podważa tylko zaufanie do banków.

Straciliście na tej aferze?

Finansowo nie. Wizerunkowo i prestiżowo – bardzo. To ma i będzie miało negatywny wpływ na przyszłość bankowości spółdzielczej. Klienci, po tak silnej akcji propagandowej, która towarzyszyła temu wydarzeniu, zaczną odnosić się do banków spółdzielczych z rezerwą. Nie będą dociekać, czy chodzi o ten czy inny bank spółdzielczy. Oberwie cała nasza branża, trzeba to jasno powiedzieć.

Tak pan uważa? Ma pan taką ogólną refleksję?

Przypadek „restrukturyzacji” PBS, jednego z największych banków spółdzielczych w Polsce pokazał, że zalecane przez różne instytucje i specjalistów łączenie BS w większe jednostki, w założeniu bezpieczniejsze, niczego nie zapewnia. Wręcz przeciwnie, zwiększa tylko skalę ewentualnych kłopotów i szkód. Okazało się przy okazji, że gdyby kilkanaście BS, które weszły w skład PBS pozostało na przykład samodzielnymi, to prawdopodobnie większość z nich do dziś byłaby na rynku.

 

Rozmawiał: Roman Szewczyk
Rzeszów,  21 lutego 2020 r.

 

Zachęcamy do lektury marcowego magazynu “Bank Spółdzielczy” w wersji elektronicznej!

Podziel się:
Brak komentarzy

Zostaw komentarz